Zgodnie z banałem, który często słyszymy, stawką w przejściu od papierowej książki do narzędzi cyfrowych jest transformacja od świata materialnego do świata wirtualnego i od rejestru Symbolicznego do Wyobrażeniowego. Milczącym założeniem obu twierdzeń jest sugestia, że element materialny i wirtualny wyznaczają dwa przeciwstawne wymiary i że wirtualny jest synonimem niematerialnego. W prezentowanym tekście, odwołując się do tekstów Byung-Chul Hana, Jacquesa Lacana i Giorgio Agambena, twierdzę, że oba te założenia są fałszywe. Po pierwsze zatem próbuję ustalić, czym jest zwierciadło ekranu? Czym jest ekran-lustro, którego nikt nie widzi, choć każdy na nie nieustannie patrzy? Czy funkcją lustra jest podwojenie, czy też unicestwienie widzącego? Po drugie, zadaję pytanie, kto jest widziany na ekranie? Czy widziany jest emitowany spektakl świata, czy też raczej to my jesteśmy wciągani, zasysani do wnętrza ekranu? Wreszcie, po trzecie, zastanawiam się nad problemem materialności ekranu i jego zatarcia. Czy magia urządzeń cyfrowych nie polega na tym, że inscenizują one zniknięcie własnej materialności? I czy opis tej niewidocznej materialności wyczerpuje się na opisie warunków przedstawienia, prezentacji lub ujawnienia obrazu? Odpowiedź na te trzy pytania, mają mnie doprowadzić do sformułowania tez na temat tego, co nazywam „nieświadomością ekranu”.